Dzień po dniu w moim korpo świecie…Young at heart

Początek tygodnia przy biurku w międzynarodowej korporacji. Obok mnie niedopita zimna kawa. Druga dziś, a w ogóle nie lubię smaku kawy. Spałam 6 godzin, ale moja komórka ładowała się przy łóżku cala noc, więc budziłam się co godzinę. Muszę pamiętać, żeby naładować ją przed snem. Coś słyszałam o szkodliwym promieniowaniu, ale zignorowałam, bo wyładowałaby się przez noc i spóźniłabym się do pracy. Choć pewnie nic by się nie stało. Czasem przychodzę do biura po godzinie 9, a ponieważ w open space siedzi ponad 200 osób, to chyba nikt nie zauważa. Dopóki się ze wszystkim wyrabiam. Przydatne to flexible working.

Dzień z cyklu spokojnych bez wrażeń. Czekam na recenzję dokumentów projektowych, które naprodukowałam przez ostatnie 6 tygodni. Może dziś, a może jutro, klient skomentuje, i się wtedy poprawi. A na razie sobie nadrabiam work admin.

Dostałam wczoraj feedback, ze mówię za szybko, wiec szukam kursów, żeby się naprawić. Może na jakąś terapię mowy powinnam się zapisać? A może moja znajoma piosenkarka operowa nauczy mnie, jak prawidłowo oddychać, a przez to czasem robić przerwy na wdech, jak coś mowię. Mam nadzieję, że szefostwo przychylnie ustosunkuje się do mojej prośby o dofinansowanie. W końcu to win-win: ja zwolnię, klienci lepiej mnie zrozumieją i nadal będą mnie chcieli, a moja korporacja będzie mnie ciągle im wypożyczać.

Internet jest pełen wskazówek, co zrobić, żeby zwolnić, jeśli ktoś wyrzuca z siebie słowa jak karabin maszynowy. Dowiedziałam się, ze trzeba czytać na głos co najmniej dwie minuty dziennie. Dam radę. Żeby zwolnic, trzeba starać się bardziej akcentować samogłoski i je umyślnie przeciągać: Jeeeeesteeeem księgoooową. Zaleca się też, żeby sobie zainwestować w metronom, takie urządzenie, które podaje tempo poprzez wychylenia wahadła na minute. Podobno po angielsku trzeba mówić 40-44 Beats per Minute (BPM), żeby przeciętny Brytyjczyk cię zrozumiał. Już widzę kolegów przy sąsiednich biurkach, zastanawiających się, co tak ciągle tyka.

Słyszałam, ze jeśli mówi się za szybko, to wydaje się człowiek poddenerwowany i niedojrzały. Jeśli chcesz gdzieś zajść w karierze, to musisz mówić wolno, wyraźnie, przeponowo z gravitas, akcentować, najlepiej jak Margaret Thatcher, która podobno musiała się nauczyć mówić niskim prawie-męskim głosem, żeby zagościć na salonach politycznych. Od 10 lat staram się zwolnić i za bardzo postępów nie widzę. Taka natura musi być. A może z wiekiem człowiek naturalnie zwalnia. A co jak ktoś zawsze czuje się young at heart?

Cdn…